— Nowe pan kupisz, rząd zapłaci.

— Ja w te rachunki już nie wierzę. Rząd mi dość winien.

— Co panu winien?

— Na wojnę wzięli setkę koni, powozów tyle, że mógłbym niejednego, panie, marszałka wozić. Rząd mi ludzi zabrał i wytracił gdzieś na frontach.

— Co pan pleciesz? Polski nie było jeszcze wtedy.

— Mnie to nie obchodzi. Rząd to jest rząd. Tutaj w szufladzie kwity trzymam na wszystko, co mi woj­sko wzięło.

— Cesarskie wojsko, austriackie. Myśmy są teraz wolne państwo.

— Co miałem — zdławionym głosem rzekł właści­ciel — oddałem Polsce. Swoje rachunki mam z Mar­szałkiem.

— Ćśś, nie mów pan nic, panie Teofilu, nam słu­chać nawet takich rzeczy nie wolno.

— Rachunki, mówisz pan? Kto ich nie ma!