— W dupie mam wojsko w czas pokoju!
— Z komendy miasta rozkaz mamy.
— Ja tu komendant i nie wpuszczę żadnego wojska.
— Ależ, tato...
— Konie moje i stajnie do rządowej dyspozycji dla naczelnego wodza!
Rotmistrz z brzękiem ostróg wszedł do domu. Dziadek go przyjął w bieliźnie, z nastroszoną brwią. Przez drzwi słuchałem ich rozmowy; pan rotmistrz śpiewnie jakoś mówił, bo ze wschodu przybył z pułkiem:
— Ta co pan krzyczysz? Co ja winien? Papirek, panie właścicielu, na dworcu dali, na kwaterę skierowanie — adres się zgadza, taj przyjechał. Chłopaki mi w kulbakach śpią, taż miej pan serce.
— Panie — rzekł dziadek.
— Rotmistrz jestem ...icz — rotmistrz ostrogami brzęknął.
— Bardzo mi tego... Otóż, tego, ja nic nie wiem, że tu ułanów tego...