— Dobrze patrzałem.

— Pielgrzymka mogła iść ulicą — do Kalwaryi lub Mogiły.

— Śpiew szedł z góry, jakby z drzew albo jeszcze z dalsza nawet — z chmur czy z gwiazd.

— Śniło ci się.

— Wstałem, zwinąłem moją derkę i wyszedłem z pawilonu. Patrzę: jasność bije od fontanny.

— Tam się przecie zawsze świci.

— Fontannę na noc zamykają i światła gaszą miej­skie draby dla oszczędności. A tam — blask, i na cem­browinie, z której woda tryska w dzień — coś bia­łego...

— Łabędź pewnie...

— Łabędzie w swoim domku spały. Podbiegłem bliżej, nad brzeg wody, i dalej, dalej aż na mostek, z którego zobaczyłem Pannę, tak jak pana widzę. Suk­nię miała złotą...

— Białą — mówiłeś.