— Na szkodę państwa.

Milczał dziadek. Po długiej chwili rzekł spokojnie:

— Dobra nowina.

— I dla nas dobra — podchwycili trzej policjanci — albowiem tak się nam odnalazł ktoś, kogo z dawna już szukamy.

— W niewolę, na wschód wywieziony wpadł pod złe wpływy. Wrócił potem już potajemnie, pod nazwi­skiem obcym...

— I z obcą także duszą czy głową...

— Przeciw ojczyźnie knuć, spiskować — jakby chciał mścić się. Jakby we krwi chciał topić gniazdo, z którego wyszedł. Pożar rzucić w miejsce, gdzie ko­lebka stała, w której najpierwsze składał słowa, jakby chciał w samobójczym szale podciąć to drzewo, od którego jako owoc...

Wstał na to dziadek:

— Dość — powiedział — dość tych głupstw. Jakie dowody macie w rękach?

— Jakie dowody? Oto one: są fotografie, są zezna­nia i listy, które pisał.