— Listy? Gdzie są? Pokażcie! Pismo poznam!

I ja wtedy na równe nogi z mej jamy wyskoczyłem z krzykiem:

— Ja także poznam pismo chłopca, który zostawił zeszyt czarny, idąc na wojnę i na zgubę duszy i głowy.

— Kto to? — krzyknął agent, ujrzawszy na kolanach starca dziecko w rogatej czapce z orłem.

— Wnuczek — odrzekł dziadek.

— Więc jego syn? A więc pan wiedział, że on żyje? Pan komedię przez całe życie grał przed mia­stem, państwem i rodziną?

— Panie — powiedział dziadek — listy... Pokaż pan listy.

— Nie! Dla dobra śledztwa i procesu...

— Procesu?

— On tu się zjawił, w naszym mieście, był pośród ludzi, co rozruchy przygotowali, aby władzę w swe ręce przejąć. On podburzał, formował grupy, dawał broń, przed frontem buntowników latał, wskazując cele karabinom. On winien śmierci tych ułanów, włas­nych kolegów, towarzyszy, których opuścił tam, nad Nidą... On — ułan, żołnierz Wodza, z wiary naszego dziadka chłopak...