Antykwariusz na czele rewolucji

Większość literatury polskiej składa się z dzieł, które czytającemu ogółowi znane są tylko z tytu­łów; większość jej wielkich pisarzy stanowią tacy, których żadnej książki nikt poza specjalistami nie trzymał w ręce. Do takich należy Joachim Lelewel64.

Nic to, że jest historykiem: wszak Gibbon i Michelet byli również nimi, a porównanie z nimi wcale nie jest przypadkowe, skoro o Lelewelu każ­dy historyk literatury polskiej powie, że był pol­skim Micheletem i polskim Gibbonem. Tyle tylko, że pisać, niestety, nie umiał; „dzieła jego jak dotąd nie zostały przetłumaczone na język polski” — pi­sał któryś ze złośliwych mu współczesnych. Za to mówił podobno niezrównanie. Jego wileńskich wy­kładów o historii powszechnej słuchało nieraz i osiemset osób. Tłok był taki, że gdy się kto wśród stojących poruszył — opisuje jeden ze słuchaczy — cały tłum falował. Sam Lelewel dziwił się, co spro­wadza takie masy słuchaczy na jego wykłady; był to człowiek brzydki, nieśmiały, nieefektowny. Tak, ale był rok 1815, kiedy obejmował katedrę historii powszechnej na Uniwersytecie Wileńskim. Historia była wielką namiętnością ówczesnej młodzieży, a była to młodzież zapalona, poddana już pierw­szym romantycznym prądom. Uniwersytet Wileń­ski stanowił wówczas świetną wprawdzie, lecz przestarzałą redutę pozytywnego ducha oświece­niowego; kultywowano tam przede wszystkim nau­ki ścisłe, a w humanistyce dawano pierwszeństwo filologii. Katedra historii przez kilka lat nie była wcale obsadzona, aż naraz objął ją profesor, który ledwo co opuścił studenckie ławy, profesor znają­cy pragnienia i zainteresowania młodzieży, mó­wiący jej językiem, myślący jej kategoriami, profesor, który dwadzieścia osiem lat liczył, kiedy wy­głaszał swój wykład inauguracyjny.

Lelewel urodził się w Warszawie 22 marca 1786 roku. Pochodził ze spolszczonej rodziny nie­mieckiej. Jeszcze jego ojciec pisał się Loelhoeffel, a ożeniony był z Rosjanką, Ewą z Szeluttów. Wiel­ki polski historyk, wychowawca romantycznego po­kolenia, jeden z głównych przywódców politycz­nych podczas powstania listopadowego 1830–1831 i później na emigracji, nie miał w sobie ani kropli krwi polskiej! Miał za to silne związki ze sprawą polską przez ojca, który w całej swej urzędniczej karierze służył najlepszym narodowym przedsię­wzięciom: kierował finansami Komisji Edukacji Narodowej, pierwszego w Polsce, a i podobno w Europie, ministerstwa oświaty, którego utwo­rzenie było sygnałem odrodzenia narodowego w ostatnich latach Rzeczypospolitej; pracował potem w biurze Sejmu Wielkiego, który program odro­dzenia ujął w historyczną ustawę konstytucyjną 3 maja; był komisarzem cywilno-wojskowym w czasie insurekcji Tadeusza Kościuszki, radcą stanu w Księstwie Warszawskim utworzonym przez Na­poleona. Umarł w noc 29 listopada 1830 roku, właś­nie wtedy, gdy w Warszawie zaczynało się powsta­nie, a wraz z nim nowa epoka w życiu Polaków i w życiu jego syna, czterdziestoczteroletniego wówczas Joachima.

Młody uczony miał za sobą już piętnaście lat działalności pedagogicznej na Uniwersytecie Wileń­skim i Warszawskim, kilkanaście wydanych prac, był już członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk (odpowiadającego Akademii), miał ogromny auto­rytet naukowy i polityczny. Usunięty z Uniwersy­tetu Wileńskiego pod zarzutem szerzenia ducha liberalnego wśród młodzieży, wrócił do Warsza­wy. Tu atmosfera polityczna była już napięta. Mno­żyły się konflikty między sejmem, wiernym konstytucji, a rządem, posłusznym zawsze dyrekty­wom dworu. Lelewel, wybrany posłem do zbunto­wanego sejmu, stał się w nim filarem skrajnej opo­zycji. Gdy wybuchło powstanie, wzniecone przez garść oficerów, studentów, dziennikarzy i litera­tów, Lelewel wszedł do Rządu Tymczasowego jako rzecznik kół spiskowych, a jednocześnie wybrany został zaocznie prezesem Towarzystwa Patriotycz­nego, które wzorem paryskich klubów rewolucyj­nych obradowało nieprzerwanie i publicznie w salach redutowych teatru.

Tak zaczął się polityczny dramat Lelewela, tym cięższy do przeżycia, że chwilami stawał się podobny do farsy. Towarzystwo Patriotyczne, któ­remu Lelewel prezydował, dążyło do obalenia rzą­du, w którym Lelewel jednocześnie zasiadał, Towarzystwo przeciwne było rokowaniom z wielkim księciem Konstantym, w których właśnie Lelewel osobiście uczestniczył. Jak silna była magia jego nazwiska, skoro przywódcy Towarzystwa nie od­ważyli się z nim zerwać, mimo zasadniczej rozbieżności w poglądach! Wypadki warszawskie ujawniły zarazem podwójną naturę Lelewela. Romantyk, a więc rewolucjonista w pojmowaniu całości dzie­jów, był, zdaje się, z temperamentu legalistą. Uwielbienie młodzieży dla przedmiotu, który wy­kładał, i dla doktryny, którą głosił, postawiło go w sytuacji politycznej, której nie umiał sprostać. Toteż jego obecność na posiedzeniach rządu i zgromadzeniach ludu była symboliczna: tu i tam zda­wał się drzemać i o czym innym myśleć. Odżył na emigracji, w Paryżu, gdzie znalazł się cały aktyw polityczno-wojskowy powstania. Lelewel stanął na czele utworzonego tam Komitetu Narodowego Pol­skiego, prezydował mu przez rok, uprawiając poli­tykę taką właśnie, od jakiej stronił, gdy był na nią czas właściwy, tj. w Warszawie, póki wojna trwała. Rozpisywał odezwy do ludów Europy, czyli do wszystkich liberalnych, opozycyjnych jawnych lub tajnych stronnictw i związków we Francji, we Wło­szech, w Belgii, w Hiszpanii. Wzywał do powszech­nej rewolucji, do zrzucenia tyranów, do interwen­cji na rzecz Polski, protestował przeciwko wszel­kim próbom likwidowania emigracji polskiej jako politycznego i wojskowego organizmu, torpedował wszelkie próby dyplomatycznych zabiegów w pol­skiej sprawie, twierdząc, że Polska może powstać tylko dzięki samej sobie przy pomocy „ludów”, a nie przy pomocy rządów czy tronów. Cała ta twórczość utrzymywała emigrantów w stanie wrze­nia politycznego i przyczyniła się z pewnością do tego, że emigracja stała się na długo, aż do lat pięćdziesiątych, nieustannie czynnym wulkanem ideowym; tu rodziły się idee najbardziej sprzeczne z sobą i skrajne, od mistycznego nacjonalizmu aż po socjalizm utopijny; tu powstawały plany no­wych powstań, których koncepcje coraz bardziej zbliżały się do terrorystycznej partyzantki, jaką w czyn wprowadzono dopiero w roku 1863, i do przejęcia walki wyzwoleńczej przez chłopstwo czy w końcu przez proletariat przemysłowy, co się sprawdziło aż w 1905 roku. Wszystkie programy ideowe XIX wieku zostały wypracowane na emi­gracji; w kilku nędznych hotelikach paryskich, w kilku prowincjonalnych miastach Francji, gdzie osiedlono oficerską i żołnierską biedotę, dokonało się przejście Polaków przez próg historyczny, jaki dzielił historię upadłej bezpowrotnie rzeczypospolitej szlacheckiej od narodu nowoczesnego. Na emi­gracji narodziła się inteligencja polska. Oficerowie, politycy, pisarze, uchodzący przed wyrokami car­skimi, byli jeszcze szlachtą; zostawiali w kraju ma­jątki, koligacje, pretensje. W biedzie emigracyjnej, we wspólnocie, zajęci wyłącznie ideami i progra­mami, odcięci od swej bazy społecznej i ekonomicz­nej, przewartościowali swą tradycję, pojęli zmiany dokonujące się w świecie, stali się zdolni do obję­cia przewodnictwa umysłowego nad krajem zacofanym, podzielonym i sterroryzowanym. Tym wy­gnańcom Polska zawdzięcza to, że po 125 latach odrodziła się republiką, a wygnańcy owi Lelewe­lowi zawdzięczają to, że się nie rozpłynęli w obcym żywiole, że nie zasilili rekrutem i kondotierami obcych armii, że nie dali się sproletaryzować i wy­narodowić. Wszyscy przywódcy powstania, zna­lazłszy się na ziemi francuskiej, zapewniali rząd Ludwika Filipa, że Polacy nie mają żadnych celów politycznych, lecz pragną tylko opieki i życzliwości władz. Pierwszy Lelewel oświadczył, że Polacy przybywają na obczyznę jako reprezentanci naro­du walczącego, że poddają się opiece ludu fran­cuskiego i wszystkich ludów dążących do wolności. Lelewel stał się jednym z wielkich ojców polskiej inteligencji i polskiej demokracji.

Sam osobiście nie był przytomny przemianom, jakim ulegała emigracja. Jego autorytet został bar­dzo nadwyrężony niefortunną próbą wszczęcia w kraju wojny partyzanckiej w roku 1833 oraz wyprawą do Frankfurtu nad Menem, dla wsparcia rzekomo mającej wybuchnąć tam rewolucji. Po kolejnej odezwie, tym razem skierowanej do ludu rosyjskiego, rząd francuski na interwencję peters­burskiego ambasadora wydalił Lelewela z Paryża. Uczony wziął wówczas kij do ręki, na plecy zarzu­cił tobołek i ruszył piechotą ku granicy belgijskiej. Przyjmowany po drodze z entuzjazmem przez libe­rałów francuskich i rozproszonych Polaków, prze­padał, bywało, na tygodnie całe w małych miastach, jednakże nie dla montowania spisków politycznych, lecz dla grzebania w archiwach i bibliotekach. Wędrował tak pół roku; odrodził się w nim uczony, badacz źródeł, zbieracz i znawca dokumentów, a nade wszystko monet. Osiadł w Brukseli, już na zawsze, w ciasnej izdebce hotelowej nad knajpką emigracyjną, zwaną „Estaminet de Varsovie65”.

Żył w samotności, na skraju nędzy, prawie trzydzieści lat. Tu powstawały jego główne dzieła naukowe: dwutomowa Numismatique du Moyen-Âge (1835) i pięciotomowa Géographie du Moyen-Âge (1852–1857) z własnoręcznie wykonanymi planszami. Tym dziełom, ogłoszonym po francusku, Lelewel zawdzięcza swą pozycję w nauce europejskiej. Jest może jakaś ironia w tym, że wielki ro­mantyk w historii i polityce stał się w końcu auto­rem pedantycznych, przyczynkarskich, antykwarycznych dzieł; jest w tym cały paradoks Lelewelowski, który najlepiej może wyraził jego zacięty antagonista polityczny, Maurycy Mochnacki, tak go charakteryzując: „Lica blade, zapadłe, głowa cokolwiek pochylona, oznaczały antykwariusza, a poetę blask w oku żywym”.

Nie przestawał zresztą Lelewel uprawiać swej „poezji” na temat Polski: Polska odradzająca się (1836), Porównanie dwu powstań narodu polskiego, 1794 i 1830–1831 (1840), po francusku napisana Histoire de la Pologne (1844), czterotomowa Polska wieków średnich (1846–1851) — oto spis niektó­rych jego dzieł brukselskich. Co z nich pozostało żywe? Jak powiedziałem na początku, żadne z jego dzieł nie znajduje się wśród współczesnych lektur przeciętnego Polaka. XIX wiek obfitował w zna­komitych pisarzy historycznych (Szujski, Szajno­cha, Askenazy, Kubala, Bobrzyński), przesłaniają­cych brukselskiego samotnika stylem znakomitym, lotnością myśli i lepszą znajomością źródeł, które przed nim były jeszcze zamknięte. Ta wspaniała historiografia rozwinęła się wokół zagadnienia, które aż po niedawne czasy, aż po dziś dzień właś­ciwie, nie przestało pasjonować Polaków: dlaczego upadła Polska w XVIII wieku, dlaczego nie zdołała powstać w ciągu XIX wieku? Otóż to zagadnienie pierwszy postawił Lelewel. Z jego tezą polemizo­wały potem trzy pokolenia historiografów. Polska upadła — twierdził Lelewel w swej programowej rozprawie pt. Uwagi nad dziejami Polski i ludu jej ogłoszonej po francusku pt. Considérations sur l’état politique de l’ancienne Pologne et sur l’histoire de son peuple (1844) — ponieważ rozprzęgła się jej demokracja pierwotna i upadł jej „duch republikancki”. Za idealny dla Polski ustrój uważał Lelewel demokrację szlachecką z królem wybieral­nym, z sejmikami gromadzącymi ogół szlachty, z sejmem jednomyślnym, którego uchwały unie­ważnić może jedno „veto”, z konfederacją, jako prawomocną formą protestu przeciw łamaniu praw. Przyznawał, że demokracja ta bywała nadużywana, lecz odpowiedzialność za to przypisywał królom, ich mianowicie aspiracjom dynastycznym, ich za­kusom na wolność „ludu szlacheckiego”. Przyzna­wał, że demokracja ta uległa z czasem degeneracji, lecz proces ten przypisywał „cudzoziemskim wpływom”: jezuitom przede wszystkim, którzy stworzyli ideowe podstawy despotyzmu, luteranom, którzy nie dopuścili do ugody wszystkich polskich dysydentów, lecz rozpętali spory religijne; cudzoziemscy królowie wnieśli dążność do despotyzmu, w cudzych krajach polska szlachta nauczyła się przyjmować herby i tytuły i wyłoniła spośród sie­bie arystokrację. Obce mocarstwa w końcu zdecy­dowały o rozbiorze Polski...

Antymonarchizm i ksenofobia charakteryzu­ją doktrynę Lelewela; z tymi właśnie wątkami polskiej romantycznej myśli walczyli później histo­rycy krakowskiej szkoły, dowodząc, że przyczyny upadku Polski tkwiły w jej ustroju właśnie, a oca­lenie leżało w przejęciu z Europy zachodniej form monarchii centralistycznej, wspartej na stanie trze­cim. Współczesna historiografia twierdzi znów, że demokracja szlachecka była właściwie oligarchią i że równowaga ustrojowa została naruszona w sa­mym układzie społecznym, w którym szlachta zgar­niała wszystkie przywileje kosztem mieszczaństwa i chłopów. Ani jedno twierdzenie Lelewela nie utrzymało się, ani jedno jego zdanie nie weszło w trwały obieg; pozytywnym jego dorobkiem pozo­stały chyba tylko numizmatyczne katalogi. A prze­cież... Przecieżby bez niego nie było stuletniej dy­skusji o przyczynach upadku Polski, gdyż to on stworzył romantyczną szkołę historycznego myśle­nia, on z historiografii uczynił naukę żywą i przed­miot polemiki, on ją połączył z aktualnymi spra­wami narodu, on ukazał związki wydarzeń daw­nych z przyszłymi, on pierwszy wreszcie ukazał dzieje narodu na tle dziejów powszechnych, ucząc myślenia przez analogie i porównania. Historię, bę­dącą do niedawna tylko kronikarskim zapisem, Le­lewel uczynił nauką i filozofią.