*

Osobliwe określenie znalazł dla Mochnackiego Ludwik Mierosławski, który dokończył dzieła Mochnackiego, spisując Historię powstania narodu polskiego od momentu, w którym urwał ją Moch­nacki (tj. od początków kampanii wojennej do za­kończenia). „Cynik wolności” — pisze Mierosławski o Mochnackim. To znakomite. Kontynuator Moch­nackiego chciał przez to powiedzieć, że dla odzy­skania wolności wszystkie sposoby są dobre, byle były skuteczne. Wyraża się w tym cała nowoczesna mądrość polityczna. Inna rzecz, że po stu latach wyłoniła się z tej zasady Europa wcale odmienna od tej, jaką sobie wyobrażali Mochnacki i jemu po­dobni „cynicy”.

„Zmiłowania, zmiłowania dla chłopca...”

Karol Moor, słynny bohater Zbójców Fryderyka Schillera, był najpierw dowcipnisiem na wielką skalę. Kiedy ludzie magistraccy postrzelili jego psa w łapę, zarządził post w całym mieście; by zaś nikt nie mógł się wyłamać, wtargnął do miasta na czele swoich tysiąca siedmiuset chłopców i cały za­pas mięsa wykupił. Dobry początek absurdalnej, prowokacyjnej, buntowniczej komedii napisanej przez dwudziestoletniego studenta. Moor jednakże aspiruje na bohatera epoki. Wstydzi się swoich żartów. Nudzi go drażnienie mieszczan. Ma więk­szego wroga: epokę całą, „epokę skrybów, którzy jak szczury uwijają się po maczudze Herkulesa i mózgi sobie wypacają nad pytaniem, co on takie­go miał w swoich jądrach”. Moor nienawidzi swej epoki, bo nie dorasta ona do bohaterów Plutarcha, którzy stanowią ideały całej młodzieży, ale któ­rych żywego wcielenia ta młodzież nie znajdzie po­śród swoich rodziców, wychowawców, przywódców. Młodzież pragnie przerosnąć „starszych”. „Bohate­rów... baronów, książąt, bogów z was zrobię!” — wykrzykuje jeden z przyjaciół Moora, Spiegelberg, który pierwszy wpadł na myśl, aby z gromadki „libertynów” niezadowolonych z życia sformować bandę zbójnicką. „Jeśli bodaj kropla jeszcze boha­terskiej krwi niemieckiej płynie w waszych ży­łach — pójdźcie. Osiądziemy w Czeskich Lasach i tam stworzymy bandę zbójecką... Czyż chcecie tkwić w turmach za długi i zeschnąć się, dopóki nie zatrąbią na sąd ostateczny? Czy chcecie za kęs su­chego chleba męczyć się przy rydlu i motyce? Czy chcecie pod oknem ludzi piosenką uliczną wymu­szać skąpą jałmużnę? Czy też chcecie w kamasze się zaprząc — a to jeszcze pytanie, czy gębom wa­szym kto zaufa — i tam, wśród śledzienniczych hu­morów jakiegoś władczego kaprala, czyściec swój już naprzód dosługiwać? Albo przy brzmiącej mu­zyce w takt bębna spacerować? Albo w raju galer­ników cały skład żelaza Wulkana wlec za sobą? O, tu macie w czym wybierać, tu macie razem wszystko, w czym wybierać możecie!” Plan Spiegelberga polega na wprowadzeniu jakiejś wielkiej poprawki w świat, który został głupio, niesprawie­dliwie, zbrodniczo urządzony. „Co zowiesz uczci­wym? Bogatym kutwom spędzić z karku jedną trzecią ich trosk, które tylko złoty sen im płoszą, zatamowane pieniądze znów wprowadzić w obieg, równowagę dóbr przywrócić na nowo, wiek złoty z powrotem przywołać, Pana Boga uwolnić od nie­jednego uciążliwego człowieka, oszczędzić mu wo­jen, zarazy, czasu drogiego i lekarzy — to, wi­dzisz — kończył Spiegelberg — zwę być uczciwym, to zwę być godnym narzędziem w ręku Opatrzno­ści — i przy każdej pieczeni, którą się je, mieć tę myśl chwalebną: tę pieczeń zdobyły ci twoje finty, lwia twoja odwaga, twoje nocne straże — i szano­wanym być przez wielkich i małych”.

Jak brzmiałaby skarga dzisiejszego „zbójcy”? Nie trzeba wielkiego wysiłku wyobraźni, bo takie skargi i mowy buntownicze dochodzą nas ze sztuk Osborne’a75, z powieści Clézio76 i Goytisolo77, z wier­szy Kerouaca78, ze scen studenckich teatrzyków i ka­baretów. Za słowami idą fakty: burzliwe demon­stracje młodzieży w Berlinie, w Paryżu i w Barce­lonie, bandy „czarnych bluz” terroryzujące miasta Szwecji i Anglii albo — przeciwnie — pielgrzymki łagodnych „hippies”...

Albo: „Jakby też było — powiada jeden z kom­panów Spiegelberga — gdybyście siedli i jakąś książkę czy almanach, czy coś w tym rodzaju nagryzmolili i recenzję pisywali dla zarobku, jak to teraz modne...”

Myślę, że kiedy Zbójców Schillera grywano na scenach mieszczańskich i dworskich teatrów w XIX wieku (po kilkunastu latach skandalu sztuka we­szła do żelaznego akademickiego repertuaru), mało kto chyba zwrócił uwagę na tę propozycję przyszłe­go zbója. O jakim on tam almanachu plecie... Wszy­scy czekają na zbójeckie tyrady Spiegelberga albo na wielki wybuch wściekłości Moora, który światu całemu wypowie wojnę, zarówno zbrojną, jak metafizyczną. Dzisiaj natomiast bardzo znacząco brzmi taka alternatywa: założymy bandę zbójecką albo redakcję pisma literackiego. Przez cały XIX i przez tę połowę XX wieku, którą mamy za sobą, zbierali się młodzi ludzie i powiadali sobie: wypowiemy woj­nę gustom, obyczajom, prawom, i z tym programem zakładali pismo literackie, grupę artystyczną, zwią­zek rewolucyjny albo partię polityczną. Przez cały XIX wiek i połowę XX wieku tak powstawały wszystkie prądy literackie i wszystkie ruchy spo­łeczne. Tylko że Zbójcy Schillera byli pierwszą ta­ką bandą, pierwszą taką „redakcją”, pierwszą taką partią młodzieży upominającej się o prawo do na­tychmiastowego zrealizowania swej własnej, mło­dzieńczej woli życia czynnego.

Znamy karierę, jaką ten utwór zrobił w histo­rii literatury i w historii teatru. Do tej kariery nie­mało przyczyniła się narosła wokół niego legenda, utworzona — jak zwykle w takich wypadkach — przez władze. Schiller był poddanym księcia wirtemberskiego. Studiował medycynę i właśnie otrzy­mał dyplom, kiedy w Mannheimie odbyła się premiera Zbójców. Na wyjazd do Mannheimu trze­ba było zezwolenia książęcego. Schiller uzyskał je na pierwsze przedstawienie, ale gdy chciał swoją sztukę zobaczyć po raz drugi, wymknął się chyłkiem ze swojego Stuttgartu. Kosztowało go to dwa tygodnie aresztu! Kiedy zaś jakiś Szwajcar wystąpił przeciw niemu ze skargą o obrazę narodu szwajcarskiego w Zbójcach, książę zabronił Schille­rowi pod groźbą twierdzy „pisania komedii”. Kto by się dziwił, że czasy były takie surowe dla twór­ców, niech przypomni sobie, że działo się to na całe dziesięć lat przed rewolucją francuską, to jest przed objawieniem praw, jakie człowiekowi przysługują z natury rzeczy, a nie z woli władcy.

Schiller w przebraniu opuścił Wirtembergię i odtąd tułał się całe życie. Był więc pierwszym z romantycznych tułaczy. Ułożył ze swego życia pierwszą poetycką biografię, która dla całego XIX wieku będzie wzorcem. Prześladowanie i wędrówka staną się jej stałymi motywami, a bunt i cierpienie atrybutami poety. Schiller miał wtedy 21 lat. Poe­zja, bunt i młodość połączyły się w romantyczną triadę.

*