napić się z kolegą, pójść na festyn, słowem,

zamknąć sprawy, oddać się komuś dla hecy,

krawat mieć ślicznie zapięty i wszystko

wedle pozorów tłumaczyć, nie ceniąc niczego,

co nie jest przyjemne. Ciało

to ostatnia przykrość, od czasu do czasu, uwikłane

w algebrę potrzeb niby wieczny uczeń

dalej w podstawówce, choć dorosła dusza

przestudiowała wszystkie fakultety, uschła

na tycią łupinkę, w której niby próchno