jest jak to jezioro stojące na sztorc

w powietrzu, całe skryte w rudej mgle,

grzywce światła. I to już jest noc.

A noce są ciekawsze, montują obrazy, księżyc

jak cząstka cytryny wbity w krawędź szklanki nagle

przepada we mgle i jeden dom z tektury wygląda

jak bania pinakolady na śniegu. I słychać świerszcza

„jak-jak” surową krytykę, słychać każdy oddech

i dalej wszystko trzeba robić jakby potajemnie

z palcem na czyichś ustach, z zębami