na własnym nadgarstku, bo noc niby miłość musi być

cicha i pusta jak plaża baptystów w niedzielę.

Ale i noc do nich należy, bo zorza polarna,

ta korona, przyczółek lub ostroga światła

w rzece nocy (choć dla mnie raczej oszroniona szklanka,

lub dłoń na ciepłym czole nocy) jest dość sugestywna,

by pisali farbą w sprayu na wysokich skałach

o sądzie, który przyjdzie zaraz po tym, i palcem

w lepkim kurzu na samochodach, że Jezus umarł

za nasze grzechy. A wszędzie na trawniczkach: