jeżeli pominąć te inne ranki, legendarne,
kiedy światło drży jak palce sprawdzające żyletkę,
kiedy przyciskasz szklankę do ust, szkło pęka
na wargach i mówisz: „Miliony
łanem cienia płyną ulicami, z ust
ścieka im krew, zagryzają wargi do krwi
iodchodzą w zacisze złudzenia”. Do krwi,
to dobre, to jest takie Lenzowskie
szukanie guza, lubieżne pragnienie,
żeby rzeczywistość zgwałciła cię ze wszystkimi