szyframi, z których kpi zaraz zlekceważony

wrak — nierealny jak pożar widziany w dzieciństwie.

Dzień miękko siada w mroku

niedbale napomknąwszy o kilku prostych sprawach,

które gasną jak ekrany telewizorów.

Zasypiają wieże kontrolne i radary,

przerażony umysł gubi się wśród fikcji,

ból tonie w morfinie, troska śmieje się do szklanki,

spocony kochanek odwraca się do ściany

po pięciotysięcznym wytrysku i ma wszystkiego dosyć