wybłyśnie zza chmur i jadąc rano

18-ką znów poczujesz się przesiedlonym

obywatelem świata — roztrzepaną wrażliwością

sfotografujesz te słynne mosty na prawo i lewo,

walące się? Mosty jak przewrócone dźwigi?

Po których pełzną windy samochodzików?

Cokolwiek. I powiesz: „Czas już na plan.

Kręcimy wszystko od «rozprzężenia zmysłów»

do końca. Do końca i dalej, daleko

dalej, do diabła i jeszcze dalej”.