to dobre, to jest takie Lenzowskie

szukanie guza, lubieżne pragnienie,

żeby rzeczywistość zgwałciła cię ze wszystkimi

ponurymi konsekwencjami. No a sny?

Ten krótki oddech z dna płytkiej narkozy

zmywanej martwą falą niepomyślnych snów

jest jak echosonda przynosząca wieści

oskrzepach lęku rozsianych w arteriach.

Ale sny ściekną w dzień lub ugrzęzną

w starganych nerwach, gdy świt na sygnale