w gorącym basenie jaccuzzi. A potem dzwonią na falę

(spiętrzoną w domku bez okien), której rytm przypomina

wieczność zmuszającą do bezustannego skakania —

jakby przez błękitną skakankę czasu albo naprężoną

gumę rozpiętą na łydkach tych dwóch ratowniczek

stojących na brzegach basenu. Tu są megafony

(wszystko jest pozorem, radością momentu,

pożarem monumentu i szczęściem spadania)

i gwar, i te okrzyki wow i oh, boy zewsząd,

ciała prędkie jak rtęć i piękne nimfetki