niby tak zajęte sobą a przecież zawsze
znajdujące odpowiednią chwilę, żeby obrzucić
mężczyzn jakimś niezupełnie niewinnym spojrzeniem,
w którym migocze coś jak szybki cień uśmiechu,
przedsmak śmiechu Virginie, który Paul poczuje
niby kostkę lodu drgającą na brzuchu. I pragnę
zanurzyć się w tej folie lucide10, chcę doznać
vertige de l’hyperbole11, commotio
vel fluctus12. Tu jest po prostu ciągły przeciąg wody,
pęd i w zasadzie brak gruntu pod stopami,