choć niby jest to „w zasadzie”, a zatem i tutaj

można by balansować — na wstęgach wody, w zamieci?

Ale nie wolno zjeżdżać głową w dół. To nogi

idą najpierw i budzi wesołość

to dowartościowanie nóg tak karnawałowe

(głowa wlecze się z tyłu jak roześmiana zabawka)

zwłaszcza w scenerii tak jawnie komicznej,

wśród syntetycznych kształtów, ni męskich ni kobiecych,

zalewanych hektolitrami heraklitejskiej wody

mknącej we wszystkie strony niczym metafora