— Jak was nauczyli, tak gadacie. Są i lepsi od socjalistów. Tacy, co naprawdę dobra chcą dla ludu roboczego i co naprawdę cały świat przerobią.
— No — no... Mądry wy bardzo, powiedzcie i mnie, kto to taki — dla nauki mnie głupiego.
— Nie chce mi się gęby psuć. Na co się zda was douczać, kiedy was już jutro nie będzie?...
— Prawda i to, co mi z tego?
Kiełza położył się na nowo na łóżku, odwrócił się do ściany i zasnął.
Obudził go nowy towarzysz.
— Wstawajcie, będziem jeść.
— Mnie się ta jeść nie chce. Jedzcie sami na zdrowie. Po co mi jest jedzenie. Ja już trup.
— Dziwny człowiek! Powieszą go jutro, a może dopiero pojutrze, a on już nie chce jeść. Wstyd!
Na to słowo wstał Kiełza z łóżka, ale był zły. Diabli komu do niego.