— Nic — będę sobie żył, jak i dotychczas. Teraz pewnie pojadę znów do Ameryki jeszcze na jaki rok. Tam mam przyjaciół Włochów, z nimi głównie się zadawałem, to są robotnicy na kopalniach.
— To i wy też czasami do roboty stajecie jako robotnik?
— Na to ja nie jestem głupi. Porządny człowiek nie powinien pracować, tylko walczyć.
— No — a z czego świat będzie jeść?
— Właśnie przez to, że świat chce jeść, to ład się sam przez się zaprowadzi, byle raz wszystko obalić do gruntu.
— No, no! A za cóż wy do tej Ameryki pojedziecie? Macie gdzie pieniądze schowane?
— Ja mam wszędzie pieniądze. Wezmę sobie byle gdzie. We sklepie, na drodze...
— Z monopolów bierzcie, a tak u kogo nieładnie. Rządowe pieniądze wolno...
— Wszystko wolno! Nie rozumiecie wy tego...
— Ja rozumiem (ino bez waszej urazy). Ja wiem, że wolno, ale tylko bandytom...