— Ale ja mam broń nabitą i nie popuszczę jej z ręki!
— I ja też... Ale głupi ty jesteś, przecież cię nie zabiję, zanim nie dostanę moich pieniędzy. To dla mnie nie interes.
— Prawda i to — tylko słuchaj, Gryziak, na słowo honoru: bez zdrady! Słowo honoru?
— Od kiedyż to sprawiłeś sobie honor?
— Głupi jesteś. Ty nic nie wiesz, że u mnie wszystko inaczej! Otwieram — tylko bez figlów! Tylko, Gryziak, bez psich żartów!
Odemknęły się drzwi z zamka i z zasuwy. Przez wąską szparę, bronioną przez dwa tęgie łańcuchy, wyjrzało jedno oko i lufa rewolweru.
— Widzisz ten interes?
— Widzę — tylko uważaj, żeby mi cierpliwości nie zabrakło i żebym sobie nie poszedł, bo mnie już nie przeprosisz!
Brzękły łańcuchy, i Gryziak wszedł do ciemnej sionki, potem do małego, jasnego, porządnie umeblowanego pokoju.
— Oho, urządziłeś się po burżujsku za moje pieniądze. Ale nie bój się, nic ci nie zrobię.