— Mama się grzecznie kłania, ale ja nie przyszedłem po pieniądze. Ja bym cię prosił, starszy bracie, żebyś mi przeczytał ten papier.
— Nie mam czasu na głupstwa! Dawaj!
Ajzyk czytał i dziwił się — wreszcie zbladł, spojrzał na chłopca dzikimi oczami i, wyciągając papier na całą długość ramienia, a odwracając oczy w drugą stronę, wykrztusił, a raczej wyszeptał, jąkając się za każdym słowem.
— Podły chłopcze, bandyto, szubieniczniku! Ja ciebie nie znam, ja ciebie nigdy nie widziałem! Nie znam twojej matki, nie wiem, gdzie mieszkacie, ani jak kto z was się nazywa! Niech przepadnie taka gałgańska rodzina! Żeby mi się żadne z was na oczy nie pokazało!
I ująwszy się oburącz za głowę, lamentował: Jestem zgubiony! Jestem skazany! Wciągnęli mnie w pułapkę! Przepadłem i ja i moja rodzina! Ajaj! Ajajaj!...
Chłopczyna strapiony zabrał papierek i czekał na jakieś wyjaśnienie. Ale kuzyn zawołał stróża, tęgiego Żyda i rozkazał głosem naczelnika:
— Bencjan, słuchaj, co mówię! Wyprowadź tego nieznajomego łobuza za bramę. Powiedz jemu, że jak się jeszcze raz pokaże, to go każę aresztować! Ty, Bencjan (jak, czego nie daj Boże, na to przyjdzie), będziesz świadczył, że ja go nie znałem i jego wyrzuciłem za drzwi! Paszoł won!
Chłopak zmartwił się takim obrotem sprawy, ale za to nabrał nadzwyczajnej ciekawości do tajemniczego dokumentu. Zaraz następnego dnia puścił się na poszukiwanie człowieka godnego zaufania i umiejącego czytać po polsku. Po długich staraniach natrafił na jednego, co umiał czytać po rosyjsku i trochę po polsku. Był to wskazany przez jednego kupca (kupiec ten nosił swój sklep w jednym koszu) tajemniczy człowiek, który stawał zawsze na targu na Gęsiej i nic nie robił, tylko gadał ze wszystkimi wesoło i ze wszystkimi miał interesy, polegające na tym, że kramarze, rzeźnicy, piekarze i t. d. wypłacali mu małe sumy w oznaczonych terminach.
— Idź do niego — ten diabelski syn wszystko potrafi. On jest z partii — ten cię nie wyda.
Grzecznie poproszony drab wziął papier, zażądał sześciu groszy za przeczytanie, a kiedy chłopak powiedział, że nie ma, już mu chciał oddać papier z powrotem, kiedy, rzuciwszy okiem na jeden ustęp — zagłębił się w czytaniu. Czytał długo i z wielkim zainteresowaniem. Po czym zapalił papierosa, papier schował do kieszeni i oddalił się spokojnie.