— Proszę cię, oddaj mi mój papier, on mi jest bardzo potrzebny.

— Wynoś się, szczeniaku, pókiś cały...

A kiedy chłopak zaczął głośno lamentować i czepiać się przywłaszczyciela, drab ujął go dwoma palcami za ucho i pociągnął, aż mu coś trzasło w głowie. Chłopiec zalał się łzami i uciekł, wrzeszcząc.

Wieczorem tego dnia w oficynie pewnego domu na Ś-to Jerskiej54 odbywała się sesja tygodniowa „Komitetu Ręki Sprawiedliwości”. Każdy z przybyłych członków zdawał sprawę ze swoich czynności. „Drut” skarżył się, że nic nie mógł zebrać ze swojego rewiru, bo handlarze zrobili strajk i oświadczyli, że rewolucja się skończyła, to oni płacić nie będą. „Igła” zdał rachunek z jedenastu wizyt u bogatych ludzi, co wyniosło wszystkiego 8 rubli.

— Po coś brał? Trzeba było nie brać i zrobić tylko taką minę, i zabierać się do odchodzenia. Tak się robiło zawsze, to jeszcze prosili, żeby brać, a dawali i po sto rubli.

— Dawali, ale kiedy? Teraz nie te czasy.

„Listek” oznajmił smutną nowinę o zaaresztowaniu z bronią w ręku towarzysza „Kamienicy”. „Listek” miał łzy w oczach, opowiadając o tym wypadku. Zbili go prikładami, okrwawili, a jak poszedłem do naszego rewirowego, to łajdak nawet nie chciał gadać, choć mu obiecałem najpierw piętnaście rubli, potem pięćdziesiąt, a w końcu nawet sto! I mnie go żal, powiada, ale teraz nic nie mogę. Nie te czasy, powiada!

— Oj źle, oj źle, zgubiony nasz „Kamienica”!

— Gdzie on siedzi? — spytał „Sędzia”.

— Już „tam”.