Kiedy się znalazł na ulicy, znowu napotkał grupy ludzi — po kilku, pędzonych z cyrkułów do ratusza. Znowu zaczepił go patrol o ten paszport. Za tym razem zrewidowali go. Był tam cywilny, z miny robociarz, który mu przez cały czas uważnie patrzył w oczy. — Ejże, draniu — pomyślał z bólem Weszycki — żebym ja cię tak dostał w moje ręce! Okropnie mu stanęła w pamięci twarz zdrajcy. — Skąd się robi taki zdrajca? — Jak to idzie? — tego nie mógł zupełnie zrozumieć. Rozmyślał i tylko mu się w głowie przewracało. Nie nawykł on do takich rzeczy w swojej cichej okolicy. Żeby tak miał przy sobie broń, poszedłby za nim i gdzieś by go tam przycapił.

Szedł Krakowskim Przedmieściem, aż pod Brystolem coś sobie przypomniał. Wszedł do jednej bramy i minął długie podwórze. Stanął przed ciemną oficyną i westchnął. Tu się drukowała i wychodziła gazeta. Tu na górze siedzieli towarzysze, co ją pisali, i inni, najpierwsi w robocie ludzie. Tu przychodziły deputacje, tłumy interesantów, delegaci strajkowi, różne komitety po radę, po rozkaz. Wokoło harcowały chłopaki-roznosiciele, hałasując po całym podwórzu. Całe ich chmary obstąpiły wejście do drukarni, gdzie płonęły wszystkie okna i, hucząc, pracowała maszyna. Co było ścisku i krzyku, jak rozpuszczali numer! Wydzierali go sobie ludzie. Stał wtedy, pamięta, ze dwie godziny na tym samym wybrukowanym miejscu i dusza mu rosła. Nasza gazeta! Nasza własna, partyjna gazeta, co się we własnej drukarni bije i na cały świat idzie, i nikt nie ma prawa ani siły, żeby temu przeszkodzić!

Wszystko diabli wzięli! Poczuł się słabym i nic mu się już nie chciało. Wyjechałby, co prawda, z chęcią dziś jeszcze z tej Warszawy, gdyby nie to, że całkiem mu się nie chciało wracać do domu. Po co tam pojedzie z takimi nowinami? I co będzie robił? Już do niczego nie miał ochoty. Marnie mu było, jak nigdy.

Ale u wuja czekała na niego dobra nowina. Stary znalazł drogę do partii i to taką, że najprzód jest pewna, jak mur, a po drugie doprowadzi go i do jednych, i do drugich ze starej partii.

— Dowiedziałem się, że jeszcze tak źle nie jest. Tworzy się tu jeszcze nowa partia — też z bojówką. To ma być nareszcie dobra! Co najlepszego zostało, to tam idzie...

— Mnie trzeba tylko do tych, co ze starej... nowych ja nie ciekawy...

— Nowa ma zgodę zaprowadzić...

— Zgoda dobra rzecz...

— Tu ci jeden pokaże takich, co ci wszystko wytłumaczą, bez przymusu. Będziesz miał wolną drogę. Jakem wuj, takem się dla ciebie postarał, żebyś nie gadał, że się boję, albo że czego w tej Warszawie nie spotrafię63. Jakbyś sam szukał, tobyś o tej porze już był tam, gdzie nie daj Boże — a przeze mnie trafisz wszędzie. Czekałeś cztery dni, ale masz...

Weszycki serdecznie dziękował staremu.