— Jak wejdzie, staniesz u wejścia przy kramie z książkami. Nie ruszaj się. Oglądaj książki. Jak będzie czas, powiem ci. Pilnuj się w ostatniej chwili! Przed resursą mnóstwo szpiclów. Przyjedzie na pewno! Bij pod nogi o pięć kroków z całej siły...

Dwu elegantów otarło się o nią, patrząc bezczelnie i wesoło. Lokaj zamilkł i odszedł.

Nie zdążyła go zapytać o jedną rzecz. Było to coś straszliwie ważnego. Kiedy poszedł, myśli jej układały się w formę zapytań. Mijały tylko, przerzucała je, szukając czegoś najważniejszego. Śpieszyła się. Każda chwila była policzona, a musiała znaleźć swoje najważniejsze pytanie — musiała na nie odpowiedzieć...

— Boże daj, żeby zdążyć — Boże daj...

— Co się ze mną stanie za godzinę? Nikt tego nie wie! Nikt żywy...

— Po co człowiek żyje? Po co ten tłum? Po co ten bazar?

— Co ja mam uczynić. Dlaczego ja nie wiem, co mam czynić, ani gdzie jestem?

— Jaki będzie ten jutrzejszy dzień? Dziwny dzień, już beze mnie...

— Dlaczego nie pożegnałam się z matką? Dlaczego ja o tym myślę? Czy ona zrozumie mój list?

— Dlaczego ja nie mogę myśleć? Dlaczego mi się chce krzyczeć, wołać, sama nie wiem co?