— Łaska boska, że nie rozerwało.

— To nowe bomby z amerykańskim zamkiem. Taka pewna.

— Każda pewna, póki nie upadnie.

— Insza to jest taka pewna, że nią można ciskać po bruku, jak kamieniem, i ani piśnie. Taka ci najpewniejsza.

— Rzucałem ja taką na demonstracji marcowej zeszłego roku dwa razy z całej siły, to tylko coś śmierdzącego ze siebie wypuściła i nic!...

— Teraz nie te czasy — inna robota!

— Pewność w bombie — to jest, żeby od trącenia rwało. W wacie się ją nosi.

Paru z przybyłych targowało się z Morycem o wydanie pocisku, a reszta popijała, kto wódkę, kto piwo i gadali.

— Na kogo idzie ten interes? — rzucił Fryc.

— Nie wiemy. Na kogo idzie, to idzie, a trafi w sam carat.