— Na Karnakowa? Za długo jemu partia każe żyć. Wszyscy się dziwią, żę on jeszcze chodzi...
— To go nie minie.
— Wczoraj trzech powiesili.
— Dwu — bo jeden bandyta.
— Też człowiek.
— To się wie. Z biedy...
— A bieda skąd? — ozwał się basem jeden z przybyłych, chłop gruby, tęgi, o ciężkim wejrzeniu.
— Zza morza przyszła. Też zapytał!
— Gadaj, może wiesz?
— Wiem. Z naszej głupoty.