— Prawda jest — potwierdził gruby. Głupiśmy wszyscy, a nasza partia się nazywa głupią partią socjalistyczną.

— Oho!...

— Za to głupstwo ty głowy nadstawiasz?

— Diabli komu do mojej głowy...

— To po co między nami siedzisz?

— Czekam, aż zmądrzejecie. Ganiają za Karnakowem, celują w Karnakowa, przeklinają Karnakowa, a to jest jedno głupstwo. Powariowali wszyscy w Łodzi z tym Karnakowem Byle ciołek wykpiwa, pyta: cóż wasza bojówka? Karnakow się wam opłacił? Wiele dał?

— Ojej, chcieliby oni, żeby im kto uprzątnął, a oni do gotowego.

— Szajbler! Silberstein! Gromany. Gajery! Poznański! Heinzel! Szylle! Bielszowski! Krusze-Ender! Kunitzer!26 Czy to ich brak? Mamy bomby, mamy broń — a oni żyją, tyją i to co zawsze robią? Pozawracali nam głowy inteligenci, delikatne panny, komitety! Strajki, organizacje, bibuła, gadanie, gadanie — a on ścierwo jeden z drugim w pałacu siedzi i kpi z nas! I zawsze będzie bogaty i zawsze będzie naszą krew pił!

— To jest terror ekonomiczny.

— Oj, strachu wam napędzili. Już was powyuczali. Wynaleźli długie słowo i zapchali wam gębę. A co ono znaczy? Nic! Jak świat światem robotnik będzie chciał głowy takiego Gajera i to jest jego prawo.