— To prawda. I o tym czytałem, ale to są anarchiści.

— Oj, bardzo ty uczony. Powiedz no jeszcze, jak się tacy ludzie nazywają.

— No, anarchiści...

— To znaczy wilkołaki, z rogami na głowie, na trzech nogach, z ogonami?... To znaczy, nie robotnicy, nie tacy, co jak my, na kapitał pracują? Głupie, głupie wy ludzie, grzeczne, wyuczone... Przyjdzie inteligent wyszczekany na masówkę, nakręci katarynkę i tralala i tralala... A tysiąc robociarzy, którzy wiedzą, czego chcą, tańcują, jak te małpy, i głosują, jak barany! Więc potępia terror ekonomiczny!... Ile razy tak było? Wieczna głupota robociarska!...

Na poczekaniu zawiązała się zażarta dyskusja — jedna z takich, o których nie wiedzą zazwyczaj partie. Tam tajemne marzenia i najgłębsze troski robotnicze, na które nie ma formuły w programach i które lekceważy lub potępia nauka. Tam z okropności życia rodzą się poczwarne prawdy, urabiają się niesłychane herezje, których nigdy nie obali żadne głosowanie ani wysiłki najzdolniejszego agitatora.

W tajemnicy, na dnie duszy robociarskiej siedzą one uparcie, plenią się, spadają z ojca na syna, jak stara jego niedola. Te ukochania i nienawiści żyją w jego kole rodzinnym, siadają przy jego głodnym stole, one mu pomagają przy przeklętej robocie i zostają z nim one same jedne, kiedy los go wyrzuci na bruk, kiedy straci robotę, dom, zdrowie i wszelką nadzieję. Zło i dobro? Szkoda i pożytek? Robotnik i kapitał? On a partia? On a rząd? Wszystko to robotnik rozumie logicznie i na każde pytanie bystro odpowie.

Ale prócz tego kocha i nienawidzi po swojemu, osobliwie i byle komu nie odpowie, jak go ktoś o takie rzeczy zapyta.

Mówi się wiele o duszy polskiego chłopa, ale jeszcze tajemniczo się ta sprawa przedstawia.

Każdy uczciwy i rozumny ksiądz powie, że w tej słynnej nabożności chłopa są rzeczy osobliwe, że prawdziwa, istotna religia chłopska nie bardzo chodzi w parze z tym, co stoi w księgach świętych i w księżych kazaniach. Spowiada się grzeszny chłop z rzeczy dobrych, które jego sumienie gryzą, a utai prawdziwy grzech, bo on dla niego nie grzech.

I kto to wie, co się dzieje w duszy robotnika, który wyznaje socjalizm, który za ten socjalizm cierpi i ginie? Gdzie i kiedy wydobywa się na powierzchnię dostrzegalnych zjawisk ten jego istotny, wewnętrzny, prawdziwy socjalizm? Są to drobne objawy, zjawiska domowego życia, są to czasami ogromne, żywiołowe ruchy, wielkie zbrodnie, które się spycha na ciemny, nieuświadomiony tłum, i wielkie czyny, którymi się chlubią partie, choć były przez nikogo nieprzewidywaną niespodzianką...