— Jak to było? Co to właściwie było?

Chwytał gorączkowo i na oślep, jak się chwyta po ciemku dokuczliwego, piszczącego komara. W garści nie zostało nic, a komar jęczał, groził i wciąż gdzieś był.

Słońce jeszcze się nie ukazało, ale już był dzień. Marek wywiesił się półciałem w oknie i oddychał z ulgą rzeźwym, wilgotnym powietrzem, Patrzał na świat. Pociąg z wolna sunął przez las. Przechodził zwartą ścianę sosny, czerwone pnie i jeszcze ciemne gałęzie.

Czarno było w głębi lasu.

Oko sięgało w tajemnicze mroczne przestrzenie między pniami. Coś tam majaczyło jeszcze z nocy, coś się mieniło i znikało w oczach. Las ciągnął ku sobie i łudził, że wszystko wie, że wie od dawna.

Otwierały się polanki, małe mokre łączki, na których już się uściełały mgły nisko, szeroko. Tuż przed oczami ciągnęły się gęste wrzosowiska, mokre i ociężałe od rosy.

Urwał się las i pobiegło oko daleko. Szły w nieskończoność pola, łąki. Nisko nad horyzontem porozwłóczyły się pasma obłoków. Ciemna, zamroczona była ich barwa na szarym niebie. Spały jeszcze, resztką snu sadyby ludzkie, porozrzucane po płaszczyźnie. Było wszystko zwyczajne, zwyczajne.

Wolno przesuwały się jeden za drugim słupy telegraficzne, zniżały się, unosiły się ku górze, znikały gdzieś i pokazywały się znowu. Małe wzgórki z karłowatymi sosenkami, a między nimi małe dolinki. Werznął się pociąg w głęboko rozkopany pagórek i szedł tuż popod piaszczystą ścianą. Wyłaziły z niej wielkie głazy, które przed wielu tysiącami lat przywędrowały tutaj z daleka. Przez tysiące lat przysypywał je piasek, zagrzebywało je dzień po dniu, nie ustając ani na chwilę, pracowite życie ziemi. Aż wydobył je człowiek z wiekowego grobu, obnażył ich tajemnicę. Pracowały tłumy i cierpliwie, jak siły natury, odrabiały wiekuiste prace. Głód i niewola pognały je na to kopanie. Nieludzkie prawo ludzkie zwołało je z dalekich stron, ściągnęło na te pola z taką samą mocą, z jaką przed wiekami zwalały tutaj te głazy prawa przyrody. Przysypała już ziemia kości bezimiennych pracowników, zamulą kiedyś pokłady ziemskie wszystkie ich wielkie prace.

Co przetrwa? Co pozostanie?

Po co i po co?