— Po co to sprzedajesz? — spytał Mały Książę.
— To wielka oszczędność czasu — powiedział sprzedawca. — Specjaliści to wyliczyli. Oszczędza się pięćdziesiąt trzy minuty tygodniowo.
— I co się robi z tymi pięćdziesięcioma trzema minutami?
— To, co się komu podoba...
„Gdybym to ja miał pięćdziesiąt trzy minuty do wykorzystania — pomyślał Mały Książę — poszedłbym wolniutkim krokiem do studni...”
XXIV
Był to już ósmy dzień awarii, która rzuciła mnie na pustynię, a słuchając historii o sprzedawcy, wypiłem ostatnią kroplę z zapasu wody.
— Ach, przyjemne są te twoje wspomnienia — powiedziałem Małemu Księciu — ale jeszcze nie naprawiłem samolotu, nie mam już nic do picia i też byłbym szczęśliwy, gdybym mógł pójść wolniutkim krokiem do studni!
— Mój przyjaciel lis... — zaczął.
— Mój chłopcze, nie ma już co mówić o lisie!