— A no, prócz pana dobrodzieja, nie widziałem nikogo.
— Co też wy mówicie? — niespokojnie odparł Fulgenty i szybko pobiegł na schody. Ja za nim.
Otworzyła nam posługaczka Janowa.
— Kto tu przychodził? — zapytał ją nieco zdławionym głosem.
— Dyć15 pan sam przychodził. Nikogo tu nie było.
Szybko wpadł do swego gabinetu. Nie było nikogo. I świeca się nie paliła. Musiał ulec jakiemuś złudzeniu.
Zapalił świecę i zaczął się rozglądać dokoła. Mimo woli spojrzał na biurko.
Na białym papierze — formy kancelaryjnej — znalazł, wypisane swoją własną ręką — następujące słowa:
15 sierpnia. Czeka Wanda. Fulg. Trz.
— Co to znaczy? 15 sierpnia! Czekajmy 15 sierpnia. Teraz mamy koniec marca. Za cztery i pół miesiąca. Urządzę większe zebranie. Będzie dużo osób. Zobaczymy.