Zanim duch ludzki rozerwał te klatki,

I wyszedł z nocy tej, jak z łona matki,

By ujrzeć świata wzburzone widoki.

Były to tęskne przedświtu obłoki,

Gdy w onej duszy, pchanej wciąż w upadki

I niewzruszonej na słońca zagadki,

Zadrgały życia purpurowe soki.

Jakieś nieznane były w nim tęsknoty,

Jakichś promieni, jakichś zórz sen złoty,

Iż chciał się w górę piąć, jak pną się liany —