Kolą pod kopytami niewiernych jak żmije.

Zapał głowy ogarnął; stal błyska; krew broczy;

Śmierć trudzi się, zdmuchując wywrócone oczy!

Wszystko to chwilę trwało — bo z boków i w tyle

Barbarzyńcy nastają w niezliczonej sile.

Czas ginąć hufcom polskim; młody wódz je zbiera —

Zachęca ich — szykuje — obraca — naciera258

Dopiero mieszanina — każdy obskoczony,

Wirem męstwa na wszystkie wywija się strony,

Rąbie, sili, morduje z nieprzebraną zgrają,