XIII

Był wzgórek z brzegu lasu, zielenił swe czoło

I zapach macierzanki rozsyłał wokoło;

Na nim schylone brzozy, w swej białej odzieży,

Płakały, gdy warkocze wietrzyk pieścił świeży,

Jak Cienie dawnych dziewic przy kościach rycerzy.

Tam, pod ich snem mroczące, balsamiczne wieńce,

Ściągnęli na spoczynek zwycięzcy i jeńce;

Bo w życiu choć ta jedność — że rozkosz z cierpieniem280,

Trud, nuda, wstyd i sława, kończą się — znużeniem.