Z przodu — gasnący pożar jeszcze czasem ciska

Nagłym, śmiertelnym blaskiem na plac bojowiska;

Z tyłu — słońce, już wówczas schowane za borem,

Palącego się lasu dziwiło pozorem.

Szarzały wszystkie farby — kruki gromadami

Zlatywały się, krążąc, wrzeszcząc nad trupami —

Czaty porozstawiane — przy ogniskach wrzawa

Migających się ludzi — w końskich zębach trawa

Jak chrzęst odległych zbroi — a jak orzeł biały,

Siwy, stary Pan Miecznik, ale pełen chwały,