Niepomny, jak to gorszko czas zgryzotą liczyć294,

Płochy, wydarł się szczęściu, co mógł odziedziczyć295».

Ah! dalej, prędzej! Lekko przez chwasty i rowy

Sunie koń wyciągnięty — a brzękiem podkowy,

Hukiem pędu, błyszczącą postacią rycerza,

Ocknionego wieśniaka pierwszą myśl uderza;

«Ha! ha!» — nim otarł oczy i serca mógł dowieść296,

Znikł rycerz i zostawił o upiorach powieść.

I tak to leciał Wacław — szczęśliw, trwożny razem,

Śliczny, straszny — był wiernym śmiertelnych obrazem.