XV

Do wrót wreszcie koń doparł swe piersi spienione;

I zarżał — nozdrza chłodząc, to w tę, to w tę stronę:

Lecz chociaż księżyc jasny, nie widać nikogo;

Ni giermek do strzemienia szybką skoczył nogą.

«Musi być bardzo późno — niech śpią — trosk nie czując».

Tak myślał młody Wacław, konia przywiązując;

I z tą żywą pociechą, w której serce tonie,

Kiedy już bić ma wkrótce przy kochanym łonie,

I z tym świetnym wejrzeniem, gdzie kona obawa297,