Znowu ją pieści — cuci — z miłością stroskaną,

Co by się pocieszyła choć westchnień zamianą;

Jej głowa nagłym rzutem na piersi mu spada

I w uderzonej zbroi jękiem odpowiada.

Krzyczał — szukał ratunku — pusty dom przebiegał —

Tylko się marny zapęd po ścianach rozlegał.

Wraca — znalazł nadzieję — może czy nie zetrze

Mroku z jej czarnych oczów otwarte powietrze?

Lecz gdy silne rycerza unosi ją ramię,

W jakież okropne ruchy jej kibić się łamie!