Zniosę — cierpliwie zniosę — póki nasze cienie

W słodkich, czystych krainach złączone na zawsze,

Ludzi już nie zobaczą — lecz niebo łaskawsze!»

Rzekła — i jak w stojącej a popsutej wodzie,

Wzruszone nagle męty osiadłe na spodzie,

Z serca jej wyszły czucia, co w łzach długo mokły, —

I zielonym odcieniem jej bladość powlokły.

«Wolałbym dźwigać więzy81 u brodacza Turka,

Niż żeby mi tak marnie więdnieć miała córka;

Wolałbym w ciemnej turmie pewnej czekać zguby,