I zsiada — i na płocie cugle zarzuciwszy,

Wchodzi w duży dziedziniec, wąsa poprawiwszy.

Na ogorzałej twarzy ostrych chwil wspomnienie;

Prosty jego był ukłon, krótkie pozdrowienie;

Jednak różnym się zdaje od służalców grona,

Poddany — lecz swobodę z ojca powziął łona96.

I gdy dumnie pojrzawszy do pana iść żąda,

Wśrzód wiodącej go zgrai jak władca wygląda;

Zwinne jego obroty, kroki jego letsze97,

Bo swoje członki wędził na stepowym wietrze,