Ani jej wszystkich wdzięków pożegnać był w stanie,

Ni czasu w marnych jękach159 przeciągać rozstanie;

Woła do chwały trąba, siwy wódz go czeka,

Burczą rozpięte znaki, zwycięstwo ucieka.

Powstał — złożył swą lubę160 — dzikim ogniem błysnął —

Białą omdlałą rękę do ust swych przycisnął,

Jakby w jej szczupłe, gładkie, rozkoszne ugięcie

Chciał wrazić wszystkie czucia, w swych uczuć zamęcie.

Już odszedł — wziął spokojność — przed wzrokiem, co czuwa,

Lśniącą, wyniosłą postać krok każdy usuwa;