Hardość w zmarszczonym czole, ogień był w zrzenicy,

Czapka na lewym uchu, zniszczenie w prawicy,

Gdy chciwa walek dusza przeraźliwie strząsa218

Każdy włos najeżony u siwego wąsa.

Jak tylko wyszli za wieś — mieczem z pochew świsnął

I wzrokiem, coby tchórza do ziemi przycisnął,

W bitne hufce patrzając, że aż serce rośnie219,

Do uważnego słuchu zawołał donośnie:

«Panowie szlachta! miejscy! bracia szeregowi!

Wiem, żeście spaść na wrogów jak piorun gotowi;