Hałas, świstanie i oklaski długo nie ustawały.
Niniejsze szczegóły przytaczam dla okazania, z jaką to łatwością Komuna zdołała wzniecić w motłochu fałszywy apetyt i zachwiać jego uszanowanie dla prawego rządu, religii i dla wszelakich praw boskich i ludzkich, bez których człowiek staje się zwierzęciem tylko z instynktem tygrysa! Niegdyś sprawiedliwe były uwagi Jana Zamoyskiego69, któremu, gdy Zebrzydowski70 odkrył zamiar rokoszu71, Zamoyski odpowiedział: „Cofnij waszmość swój krok niebezpieczny. Wiem ja, że łatwo jest wzniecić pożar, lecz go ugasić daleko jest trudniej. Łatwo obudzić jest niesforność, dumę i osobiste widoki ludzi nierozważnych, lecz aby ich potem sprowadzić do karbów72, potrzeba czasu i środków gwałtownych: nie radzę przeto zacne waszmości imię wystawiać na potomną naganę, zaniechaj waszmość rokoszu”. Uwagi tak mądre i nigdy nie przestarzałe, gdyż oparte na poznaniu natury ludzkiej, której jak dotąd tak i nadal zapewne nikt zmienić nie potrafi; gdyby się kto ośmielił Komunie je przedstawić, byłby od niej uznanym73 za bałamuta74 godnego klatki bonifratrów75, bo Komuna lekceważąc wszelką mądrość przeszłości, marzyła o postępie, a w rzeczywistości cofała się do barbarzyństwa! Ściągnęła więc na Paryż i na Francję pogardę i upomnienia obcych, bardzo niezaszczytne i po gazetach zagranicznych rozmazywane.
Kiedy Francja przygnieciona została pięciu miliardami wojennej kontrybucji76 wskutek niewczesnego77 wybuchu Komuny, traciła codziennie trzydzieści cztery miliony, czyli miliard na miesiąc. Szczegółowe wyrachowanie78 tych sum olbrzymich znajduje się w „The Daily Telegraph”79. Tymczasem komuniści wydzielali dla siebie dzienne pensje tak dostateczne, że mogli opilstwo80 i obżarstwo posunąć aż do zbytku. Dziennik „Le Soir”81 podał do potomności ciekawą kartę śniadania, którą u Frères Provençaux82 pożywał Raul Rignault ze swym przyjacielem Dacosta. Oba niegdyś biedacy, co by zupą szczawiową doskonale śniadali83, dziś jako członkowie Komuny jedli śniadania Sardanapalskie84. Jakiż to tam być musiał ich obiad, gdy to śniadanie kosztowało siedemdziesiąt pięć franków i trzydzieści pięć centymów85?
Co zaś do tutejszych uboższych mieszkańców, ci więcej jeszcze zubożeli, żyjąc przez kilka miesięcy z gotowego grosza86 i bez zarobku. Jedli więc po dawnemu psy, koty i konie, gdyż ich mięsa staniały, a konina tak się w reputacji podniosła, że jeden z niepoślednich87 poetów w jej interesie skreślił następną88 bajeczkę:
Szczęśliwe były czasy, gdy pełen swobody
Po dąbrowach89 samopas bujał źrebiec młody;
Gdy wędzidłem90 nie sprzężon91, kark unosząc w górę,
Z daleka mijał pola i grody ponure.
Gdzież się te czasy podziały!
Dziś nas ćwiartują w kawały: