Takaż za wierność zapłata?
Przyszedł kres naszej swobodzie:
Ten, co nas siodłem przygniata
Człowiek, pożera nas w głodzie.
Jak niegdyś dla Izraelitów spuszczał Bóg mannę i przepiórki, tak dla ubogich paryżan w podziemnych kanałach nadzwyczajnie rozrodziły się szczury, tak co dawniej jeden kosztował trzy franki, to spadł na pięć sous. Robiono więc z nich wyśmienitą potrawkę, gdy dziennik „Le Petit Moniteur Universel”92 ją zachwalił, podał nawet receptę, jak ją przyporządzać93. Co zaś do psów, dziennik wyszczególnia różnice i zalety mięsa różnych ras psów, na końcu dodaje: „co się tyczy buldoga, to mięso jego twarde, kupuje go się prawie za nic, to jest po frank i funt; koty prym trzymają, a przede wszystkim samce” i tym podobne.
Jeżeli w tej chwili pióro moje zatrudniam tak poziomymi94 i dziś obrzydliwymi przedmiotami, to w chęci95 dobitniejszego ukazania, na jaką niedolę wojna, oblężenie i Komuna nas tu wystawiła. Zresztą one dowodzą, że aby w ostateczności życie i zdrowie zachować, to zwyczajne naszych obiadów przysmaki nie są konieczne.
Wyżej wspomniałem o sprofanowaniu kościołów, tu dodać należy, że kościół św. Piotra na Montmartre96 był z tych ostatnim, który otrzymał zaszczyt być otwartym... ale dla klubu, gdyż na jego drzwiach był od niejakiego czasu przylepiony dekret, którego zrazu97 nie śmiano odlepić, chociaż wymowa miejscowych włóczęgów przynaglała do popisania się na ambonie. Ten pamiętny dekret następnej jest treści: „Zważywszy, że księża to są bandyci, a kościoły to jaskinie, gdzie mordują lud moralnie, delegowany cywilny rozkazuje, aby kościół św. Piotra został zamknięty, a księża i zakonnicy uwięzieni. Dnia 10 kwietnia 1871 roku. Le Mossu”.
Między niezliczoną liczbą ludzi byłem i ja na placu Vendôme98, gdy obalono kolumnę. Pomnik ten sławy krajowej był tak mocno zbudowanym, że nie mógł być łatwo przewróconym99: podrąbano więc jego zręby i sznurami ściągnięto na ziemię usłaną piaskiem i gnojem. Nim upadł na ziemię, jęknął i w powietrzu przełamał się na dwoje, i tak wielki pył wzniecił, że aż słońce zaćmił. Był to widok arcyżałosny dla ludzi uczciwych, lecz sankiuloci100 krzyczeli z oklaskiem: „niech żyje Komuna”. Wtem jakiś starzec stojący przy mnie, widząc moje wzruszenie, szepnął mi do ucha:
— Niech żyje Komuna jak ta kolumna!
Na to odpowiedziałem: