Oswojeni z hukiem i niebezpieczeństwami, skoro131 bój oddalił się od nas, wyszliśmy z domu, bo było niepodobieństwem poskromić naszą ciekawość, a ubezpieczeni nowiną, że knot do prochów panteońskich zgaszony, wyszliśmy na ulicę, aby obejrzeć, jaki był koniec bitwy. Widzimy wszystkie domy pokaleczone i bez okien. Wprawdzie i nasz je utracił, lecz w porównaniu położenie jego względem drugich było szczęśliwsze, gdyż był nieco od ulicy wklęśniętym132, stąd sąsiednie domy odbierały za niego bolesne kul pocałunki. Ledwie kilka kroków postąpiliśmy, aliści133 kupa gruzów i niemała liczba poległych tak zasłała ulicę, że trudno było się przemknąć bez nastąpienia na głowę, rękę, nogę lub wnętrzności którego z poległych.

Niejeden dom był krwią obryzgany lub mózgiem poległego. Ręce i nogi od ciała kartaczami134 oderwane leżały w rynsztokach, a bruki krwią zbroczone, jakby po krwawym deszczu. Na jednej ręce widziałem pierścionki, lecz na rozoranych piersiach jednego z poległych ujrzałem szkaplerz135... Francuzi ich nie noszą... W smutnym wzruszeniu cofnąłem kroku136, a wtem pojawił się wielki wóz i poczęto na niego tłoczyć poległych jak śledzi137. Tak wóz z górą naładowany trupami pomykał się138 dalej, roniąc za sobą gęsty strumień krwi. Dalej oglądaliśmy zabite konie i pokruszone od armat lawety, a widząc, że jeszcze stąd i owąd pojawiają się strzały, wróciliśmy do domu, aby w przypadku zabezpieczyć go od pożaru.

Plac Chateau d’Eau był okrążony barykadami, najeżony armatami, obsadzony najliczniejszą zgrają komunistów i otoczony domami w płomieniach. Przystęp139 do niego zdawał się być niepodobnym, przecież mimo silnego oporu ulec musiał odwadze wersalczyków. Wyparci komuniści szukali schronienia na Père-Lachaise140. Wtem Bóg dopuścił na nich niepojęty przestrach, tak że wielu z nich usiłowało ratować się ucieczką, lecz było to za późno, gdyż ten otoczony już był wojskiem, a główna kolumna wersalczyków wpadłszy na cmentarz, wszystkich z bronią napotkanych rozstrzelała natychmiast. Poległo przeszło dwadzieścia tysięcy komunistów. Tym sposobem Paryż oczyścił się trochę z łajdactwa i otworzyła się droga do pożądanej legalności i porządku; a jak dawniej łowili oni poczciwych i niewinnych ludzi, tak teraz prawa wojenne śledzą, łowią i sądzą tych zbrodniarzy, których już ułowiono trzydzieści sześć tysięcy przeszło.

Później za parę dni wyszedłem na miasto dla obejrzenia zgliszczów141 przyległych Luwrowi. Wtem napotykam Kwiatkowskiego, który mnie przywitał nie zwyczajnym słowem „Jak się masz?”, lecz pytaniem: „Czy żyjesz, czyś nieraniony?”, gdyż już cały Paryż wiedział, co się stało na naszej ulicy, a my będąc długo zabarykadowani, jakby w antypodach142, nie wiedzieliśmy, co się dzieje na drugiej stronie Sekwany143. Pytam go o nowiny, odpowiedział:

— Smutne nowiny, masz przed sobą i za sobą ruiny, dym, płomienie... Powiem raczej to, o czym może wśród grania armat nie słyszałeś...

I począł więc w ten sposób opowiadać:

— Przed kilku dniami byłem na przedmieściu Saint Honoré dla obejrzenia rozgłoszonej piękności144... Wiedzieć należy, że po zawarciu pokoju z Prusakiem, tam pojawił się pierwszy chleb biały, ale z początku nie więcej można było go nabyć jak jedną smaczną bułeczkę. Piekarz przybyły z Dijon145 nie mógł od razu więcej przywieźć mąki jak kilka worków, a później, gdy już wszyscy piekarze piekli chleb biały, owe bułeczki z mody nie wychodziły; bo lubo146 piekarz był łysy, bez zębów i z trędowatym nosem, przecież miał żonę tak piękną, że na przedmieściu powszechność paryska temu małżeństwu nadała nazwę Wulkanu147 i Wenery148! Ta Wenus pozyskała wkrótce wielu postulantów149, gdyż w Paryżu nie zbywa na amatorach. Lecz poczciwa kobieta każdego zalotnika obojętnością, nawet ucinkowymi żartami z kwitkiem odpychała od siebie. Byłem w jej sklepie, gdy odebrała jakieś pismo przez komisjonera150. Spojrzała i rzuciła go na kantor151 z miną niezadowolnienia, potem, wziąwszy bułeczkę, obwinęła w ów papier i mnie ją wręczyła. W domu byłem ciekawy, co na tym wzgardzonym papierze było napisane, aliści postrzegam, że to był madrygał152 skreślony z talentem w tych słowach:

Na twe dary płaczę skrycie,

I przeklinam czar uroczy;

Gdy twa ręka daje życie,