Śmierć mi dają twoje oczy.

Próżno błagam — próżno roję153,

Sen mi nocą zbiega z oka;

Gdy tak miękkie bułki twoje,

Czemuż serce jak opoka?

N.

Zrazu niniejszą powieść Kwiatkowskiego wziąłem za anegdotę, lecz nazajutrz tę samą wyczytałem w dzienniku „Le Petit Moniteur universel”.

Paryż niedługo miał kształt upadłej Troi154, Babilonu155 lub zburzonego Rzymu przez barbarzyńców. Nasi nowożytni barbarzyńcy pokazali się156 być dzikszymi, obalając kolumnę Vendôme, gdy tamci nawet nie uszkodzili kolumny Trajana157. Ślady zniszczenia już poczęły się zacierać, główne tylko pomniki długo jeszcze smucić nas będą widokiem rozległych ruin.

Nie wątpię, że niejeden ustęp niniejszego pisma każdego zasmuci, chociaż on zaledwie jest cieniem tego, co my tu widzieli i ucierpieli, tak osobiście, oraz jako świadkowie wypadków i przygód, jakich nam żadna w świecie historia nie przekazuje! Te to wypadki wskazały nam prawdziwych przyjaciół, których osobliwie158 można poznać w nieszczęściu. One to zahartowały naszą cierpliwość i odkryły niebezpieczną stronę fałszywej cywilizacji!

Nareszcie objawiły, jak Bóg dumę, zarozumiałość i lekceważenie praw boskich i ludzkich karze wojną, poniżeniem, głodem, ogniem i mieczem! One na koniec utwierdziły nas w przekonaniu, że w wielkich niebezpieczeństwach i uciskach jedyną i dzielną napotkać można pociechę i ratunek w Bogu, w czystym sumieniu i współczuciu przyjaciół.