Opera oczywiście trwa. Niemcy są tak muzykalni, że potrafią „śpiewać i grać” sami. Ale fakt, że właśnie są tak muzykalni, zrobił z Niemiec mekkę ludzi muzyki. Żydów i innych obcoplemieńców (Toscanini115) było więc, zwłaszcza wśród kapelmistrzów, bardzo wielu. Brak więc takich ludzi jak Bruno Walter116 daje się jednakże boleśnie odczuwać i projektowane wypuszczenie znaczków pocztowych, ilustrowanych tematami wagnerowskimi, nie przeważy tych strat.
Jak widać, „czystka” przeprowadzana jest z całą sumiennością. Hasło „Niemcy dla Niemców” nigdy nie było tak bliskie urzeczywistnienia. Z obcymi rasami wiadomo już, jak się uporać, ale i wśród swojej, najświetniejszej ze wszystkich ras, trzeba zrobić porządek. Trzeba, żeby się rozmnażała. Strach przed brakiem mięsa armatniego jest większy niż skrupuły przed stwarzaniem milionowych zastępów bezrobotnych. Trzeba więc rodzić, rodzić, rodzić! Trzeba według zasad eugeniki dobierać małżeństwa, a sterylizować nieodpowiednich do prokreacji, pozostawiając im życie alkowy jedynie dla rekreacji. Wszystkie znane zasady hodowlane mają być zastosowane do rasy ludzkiej. Będą więc, jak u krów, ludzie kategorii pierwszej, drugiej itd. Małżeństwa między przedstawicielami różnych kategorii będą utrudniane, a związki z obcokrajowcami wprost zakazane. Taki jest program. Słychać hasło: Wir müssen uns vernordern („Musimy się spółnocnić”). Toteż o kobiecie, która sobie utleniła włosy, mówi się żartobliwie: Sie hat sich vernordert. A jedno pismo wrocławskie z zupełną powagą doniosło, że dowiedziało się ze „źródeł najpewniejszych”, że choć Hitler wąsik ma czarny, ale pod pachami jest blondynem.
Z powodu takiego programu wszystkie poradnie matrymonialne i eugeniczne Berlina zamknięto do czasu — jak głosi komunikat magistratu — obsadzenia ich przez lekarzy o nowych poglądach i sformułowania przez wydział higieny społecznej nowych ogólnych zasad ich działalności.
W ogóle dużo jest mowy „o naszych pięknych dziewczynach i kobietach, o naszych dorodnych chłopcach, o naszej pięknej rasie blondynów”. Jest w tym wszystkim jakiś niepokojący, zmysłowy, narcyzowsko-kazirodczy posmak, który dziwnie odbija od jednocześnie głoszonej pruderii. Przecież Niemcy to naród niesłychanie skomplikowany i psychicznie, i płciowo. Choćby wziąć pod uwagę tak jak nigdzie rozpowszechniony homoseksualizm. Dziś jest to, oczywiście, surowo ścigane. Twierdzi się, że Żydzi zaszczepili pederastię, że jest to objaw bardzo nieniemiecki i pod tym hasłem rozgromiono instytut badań seksualnych doktora Magnusa Hirschfelda wraz z jego biblioteką. Instytut z punktu widzenia nauki był niewiele wart, ale śmieszne jest zarzucanie Żydom, jednemu z najbardziej płciowo zdefiniowanych narodów świata, tego, co jest typowe właśnie dla ras nordyckich.
Wszystkie więc bary uczęszczane przez pederastów i lesbijki, te tak typowo berlińskie instytucje, zostały zamknięte. Wszyscy transwestyci schronili się do SA i tylko, jak powiadają, skarżą się na trudność chodzenia na niskich obcasach. Za to wśród ludzi stojących najbliżej Hitlera jest kilku takich, których brak instynktu „podtrzymywania rodzaju” jest notorycznie znany. Tym panom nie dzieje się żadna krzywda. Chodzi o to, aby mocno siedzieć w partii i głośno wykrzykiwać na cześć Führera i das Deutschtum (niemieckość), a poza tym wolno się kochać choćby w kaczce, byle kaczka była zupełnie prawomyślna.
W kwestii rasy operuje się dziś w Niemczech pojęciami i określeniami wysoce nienaukowymi i nieścisłymi. W rzeczywistości przedstawiciele rasy nordyckiej — najlepszej — stanowią dziś w Niemczech podobno zaledwie sześć procent ludności. Zresztą na Śląsku, na Pomorzu, w Brandenburgii co drugi szyld sklepowy to nazwisko słowiańskie, a mówiąc ściślej — polskie. Ale śmieszna, pseudonaukowa „wystawa rasowa”, z wykresami, gipsowymi modelami, relikwiami znaków runicznych, zmierza do wyjaśnienia, że „najstarszą” swastykę w Europie, wykutą w kamieniu, znaleziono gdzieś w Norwegii, w okolicach kręgu polarnego i że schodząc na południe, rasa się zdegenerowała.
Żeby się więc odrodzić, czyni się liczne wysiłki w kierunku wyodrębnienia się i odróżnienia od innych narodów. Na odwrocie kart pocztowych o tematach hitlerowskich widzimy wydrukowane: Deutschgeboren zamiast Hochgeboren117 albo zwyczajnie Herr. Ten napis wygląda jednak zupełnie bluźnierczo, kiedy po nim widać nazwisko Polaka pochodzenia żydowskiego. Miałem sposobność ujrzeć takie świętokradztwo.
Istniejąca zawsze do pewnego stopnia, zwłaszcza u mężczyzn, odrębność mody niemieckiej została przez rewolucję narodową podtrzymana i podkreślona. Mężczyźni chętnie pokazują gołe kolana, a i mężczyźni, i kobiety noszą krótkie, na dwa rzędy guzików zapinane kurteczki z jakimś tyrolskim zacięciem. Niedawno też powstał w Berlinie urząd mody narodowej pod przewodnictwem żony Goebbelsa118.
Tak we wszystkich dziedzinach życia istnieje dążność do wycofania się z kontaktu ze światem. (To prawie jak polskie ograniczenia paszportowe). Tego się tak nie formułuje, ale tak się to jednak rozumie. Na uniwersytecie w Dreźnie, przy udziale całego gremium profesorów, z rektorem na czele, odbyła się ceremonia „pręgierza”. Do pnia umieszczonego na środku dziedzińca uniwersyteckiego przygwożdżono karty z nazwiskami „przestępców uniwersyteckich”. Więc obok nazwiska profesora, który nie zdjął kapelusza przed Grobem Nieznanego Żołnierza, przybito nazwiska dwóch studentów filologii słowiańskiej, którzy odbyli jakieś kursy na Uniwersytecie Warszawskim.
Na gwałt wprowadza się wszędzie pismo gotyckie. Książki oczekujące na drugi nakład wycofano, bo muszą się ukazać drukowane gotykiem. Nazwy stacji kolei podziemnej, tak jak ulic, zamienia się w szybkim tempie, bo były pisane literami łacińskimi. Zaczęto oczywiście od Adolf-Hitler-Platz. Dawniejszy Reichskanzlerplatz po 5 marca przemianowano na cześć wodza, ale tablicę otrzymał jeszcze łacińską. Sam widziałem, jak tę gafę wstydliwie naprawiano. Znajomy mój w brązowej koszuli wpada zdyszany do baru hotelu Adlon, żeby się ze mną umówić na następny dzień. Spieszy się ogromnie, ma pięć minut do odejścia pociągu i chce mi na kartce napisać swój nowy adres. Trzy kartki zniszczył, bo nie mógł wybazgrać się gotykiem. Była to niema scena niepozbawiona humoru.