A teraz wspomnę o dwóch bardziej jeszcze niepoważnych, ale charakterystycznych objawach separatyzmu duchowego Niemiec. Jeden to pismo codzienne „Die Arische Rundschau”, które w jednakowym stopniu zwalcza Żydów, katolików, jezuitów (oddzielnie), masonów i komunistów. Ciekawa spółka wrogów. Mniej więcej te same ideały przyświecają generałostwu Ludendorffom. Stary generał był w początkach rewolucji uważany za trochę zanadto tego... Ale dzisiaj sama rewolucja „podciąga się” do niego, jak może. Generał jest właścicielem wydawniczej firmy w Monachium, a w Berlinie, na Friedrichstrasse, ma swoją własną księgarnię. Patrząc na wystawę i typ okładek, można by myśleć, że się stoi przed witryną librairie spéciale w paryskim Palais Royal. Papier i wykonanie tandetne, ornamenty secesyjne, dużo nagich ciał kobiecych, włosów i lilii wodnych w ozdobach i winietkach. Wieje od tej wystawy księdzem Oraczewskim119 czy też panem Wotowskim120. Niektóre dzieła wyszły spod pióra generała, większość to dorobek literacki generałowej. Jest ona i płodną autorką, i gorącą zwolenniczką germańskiego boga. Tak dużo i szczegółowo opisywała swoje bliskie z nim porozumienie, że została nawet skazana za bluźnierstwo przez niemoralne sądy republiki weimarskiej. Inni autorzy, których dzieła można tam nabyć, są mi całkowicie nieznani. Zaszedłem do sklepu po dwie karty pocztowe, obie z wizerunkiem Fryderyka Wielkiego i z jego aforyzmami: na jednej przeciwko katolicyzmowi, a na drugiej przeciwko masonom. Sprzedający wręczył mi kopertę. W kopercie znalazłem po sześć sztuk każdej pocztówki. Zaprotestowałem, ale sprzedawca wytłumaczył mi, że sześć otrzymałem za cenę jednej, że będę może miał sposobność rozdania tych kart wśród znajomych. Poza tym nabyłem tam pocztówki z reprodukcjami rzeźb wykonanych przez Murzynów dahomejskich na tematy chrześcijańskie, jak zdjęcie z krzyża i Matka Boska z małym Jezusem na ręku. Pocztówki te są zaopatrzone w komentarz następujący: „Rzeźby te dowodzą, jak mylnym jest uważać Żyda Jezusa z Nazaretu za Aryjczyka, a chrystianizm za odpowiednie dla narodu niemieckiego pojęcie o Bogu”. Zadziwiający, zaiste, kramik nienawiści.
Ale to, co chyba najbardziej wyróżnia narodowosocjalistyczne Niemcy od — cokolwiek powiemy — istniejącego jeszcze demokratycznego świata, ba, nawet od Polski — to prawodawstwo i wymiar sprawiedliwości.
Pisałem o bezprawiu jako o najjaskrawszym objawie każdej rewolucji. Ale prawie nie mniej charakterystyczny dla rewolucji już zwycięskiej jest jej stosunek do istniejącego prawa, jej tendencje do stwarzania nowych praw i wreszcie temperament, z jakim nowe ustawy wydaje lub stare przekształca. Z tych trzech punktów widzenia przewrót narodowosocjalistyczny ukazuje się nam znowu jako typowa rewolucja: do starego prawa — niedowierzanie, a nowe ustawy lub rozporządzenia, mające moc prawną, wydaje się z frenetycznym zapałem, wkraczając chaotycznie we wszystkie dziedziny życia. Prawodawcy Niemiec dzisiejszych zachowują się w równie rozagitowany sposób jak dziecko w sklepie zabawek, któremu pozwolono wybierać, co mu się podoba. Jak dziecko też dzisiejsza rewolucja w Niemczech odrzuca pomoc i doświadczenie starych opiekunów, jak na przykład kodeksu rzymskiego czy innych, bądź co bądź, sumiennie przemyślanych zbiorów praw. Zdaje się w zacietrzewieniu wołać: „Ja siama”.
Pozwolę sobie przytoczyć kilka ustępów z przemówień wygłoszonych na Manifestacji Prawników w Berlinie. Obchód ten odbył się pod hasłem: O niemieckie prawo i niemiecki wymiar sprawiedliwości. Zgromadził przedstawicieli sądownictwa, prokuratury, narodowosocjalistycznego związku adwokatów (odpowiednik polskiego KARP-u121); obecni byli również ministrowie sprawiedliwości Rzeszy i krajów związkowych oraz delegaci narodowosocjalistycznej organizacji prawników austriackich.
Przywódca frakcji narodowosocjalistycznej w pruskim Landtagu, nadprezydent Brandenburgii, Kube122, mówił: „Sędzia powinien być sprawiedliwy, ale obiektywizm ma swoje granice tam, gdzie idzie o sprawę narodu. Żywotne interesy narodu sędzia musi stawiać bezwzględnie ponad prawem formalnym”.
Dalej przemawiał sam organizator manifestacji, pruski minister sprawiedliwości Kerrl123. Jest on uosobieniem tego radykalnego, powiedzmy — beznadziejnie logicznego kierunku w narodowym socjalizmie, który tak groźnie przedstawia się dzisiaj nie tylko dla komunistów czy junkrów, ale także nawet dla ludzi stojących na szczytach rewolucji. Do grupy przestraszonych można chyba śmiało zaliczyć i samego Hitlera. Kerrl bowiem kilkakrotnie pozwolił sobie wobec Führera na niesubordynację. Na wspomnianej manifestacji powiedział między innymi: „Przezwyciężona została wreszcie zarozumiałość intelektualistów. Przedstawiciele tego poglądu myśleli kategoriami wszechświatowo-obywatelskimi, wszechświatowo-gospodarczymi i wszechświatowo-politycznymi, a naród tymczasem schodził na psy”. Przyszłe prawo „nie może być zależne od jakiejś litery czy paragrafu, dojść będzie można do niego jedynie poprzez charakter niemieckiego sędziego”. „Przyszły sędzia nie będzie kierował się paragrafami czy literą prawa. Musimy odejść od nadmiaru szablonów i fabrykowania ustaw, które tak dalece przewidują każdy możliwy wypadek, że sędzia ma zawsze pełne usta gotowych formułek”. „Praca sędziego to tylko zwyczajna technika. Precz więc od tego szaleństwa!” (żywe oklaski).
Komisarz państwowy doktor Frank124, prezes związku narodowosocjalistycznych prawników niemieckich, określił narodowy socjalizm jako rewolucję germańską. Podkreślił, że po raz pierwszy pojęcie „rasy” jest uwzględnione przez prawo i że prawo to nie wegetuje w zakresie łamańców oderwanego myślenia, ale odżywa na nowo w świadomości narodu. Doktor Frank objaśnił, że chce wyraźnie stwierdzić, że walka o niemieckie prawo jest sprawą narodowego socjalizmu i będzie prowadzona wyłącznie przez „wykładniki siły” tego ruchu (oklaski). Niemożliwe jest, żeby ten porządek prawny, który doprowadził naród do upadku, pozostał nadal, kiedy idzie o odbudowę państwa niemieckiego. „Jak się to już stało w Bawarii, tak samo będziemy się też starali w całej Rzeszy, żeby egzaminy z prawa rzymskiego były natychmiast i w każdej formie wstrzymane. Państwo niemieckie będzie mogło w przyszłości żądać, żeby interesy jego i jego ludu stanowiły jednocześnie podstawę sędziowskiego obiektywizmu”. „Każda neutralność jest zła albo obłudna (oklaski). Niedawno złamaliśmy wpływ żydostwa na niemiecki wymiar sprawiedliwości. Niektórym może wydać się trudne pogodzenie tempa procesu i potrzeb państwa z programowymi założeniami ruchu. Tempo narodowej rewolucji określa nasz wódz. Związek narodowosocjalistycznych prawników nie odstąpi nigdy od żądania wyrugowania wszystkich bez wyjątku Żydów z życia prawniczego w każdej jego formie” (burzliwe oklaski). Doktor Frank zapowiedział, że wkrótce ma być rozpoczęta reforma prawa karnego, jak również reforma procedury cywilnej. (Te rzeczy robi się na kolanie). Jeszcze w ciągu przyszłego tygodnia gabinet Rzeszy zaaprobuje obszerną nowelę do kodeksu karnego, nowelę, która uwzględni najważniejsze i najpilniejsze potrzeby, a mianowicie: zaostrzenie kar w dziedzinie nielojalności, korupcji i dręczenia zwierząt, a zniesienie karalności pojedynków studenckich itd. (Dziwne zaiste są niektóre sprawy niecierpiące zwłoki. Wiem zresztą skądinąd, że studenci nie czekali wcale na ukazanie się noweli i z całym animuszem zabrali się do wzajemnego kaleczenia). „Chociaż praca prawodawcza jest teraz tak uproszczona — ciągnął dalej doktor Frank — w przyszłości będzie bardzo trudno łamać prawa Rzeszy. Państwo nie ma zamiaru prowadzić dalej tego odurzania humanitaryzmem, jakie praktykowano w przeszłości”. „Ośrodkiem naszej pracy jest lud, a przestępcę będziemy tak ścigali, że się nauczy drżeć przed władzą”. (Oby się to drżenie ograniczyło tylko do przestępcy).
Po doktorze Franku dziekan wydziału prawnego na Uniwersytecie Berlińskim Geheimrat125 Heyman126 w ciągu obszernego przemówienia uskarżał się na scholastykę (jak się wyraził), która się ponoć rozpanoszyła, zwłaszcza w prawie cywilnym. Wyraził nadzieję, że prawo niemieckie, które wzięło swój początek z prawa chłopskiego (Bauemrecht), znowu zacznie posługiwać się chłopskim rozumem, a nie, jak dotychczas, metodami scholastycznymi.
Wreszcie dyrektor departamentu ministerstwa sprawiedliwości i prezes pruskiego związku prawników nazistowskich doktor Freisler127 złożył przy akompaniamencie burzliwych oklasków w imieniu pruskiego ministra sprawiedliwości urzędowe oświadczenie, że ci, którzy walczyli o wolność Niemiec i których stary system uznał za morderców, są teraz uroczyście proklamowani bohaterami narodowymi. „Nie ma tu żadnego dociekania prawa formalnego i żadnego wyroku sądu. Sumienie ludu przemówiło”.
Co to znaczy? Jest to aluzja do tak zwanych „Feme-mordów”, czyli skrytobójczych morderstw wykonywanych na zasadzie wyroków sądów tajnych (kapturowych). Jak wiadomo, wiele tego rodzaju wypadków zaszło podczas powstania na Śląsku, w okupowanych rejonach na zachodzie Rzeszy i w ogóle w związku z puczami i walkami partyjnymi. Dzisiejszy prezydent policji wrocławskiej, który od 1 maja bieżącego roku jest jednocześnie dowódcą SA (nadgrupy pierwszej) na Pomorze Pruskie, Meklenburgię, Ostland, niemiecki Śląsk i Brandenburgię wraz z Berlinem, siedział do przewrotu styczniowego w więzieniu za takie właśnie morderstwo. Obecnie, jak donoszą gazety, powierzono mu rolę usmiritiela128 na Pomorzu Pruskim, gdzie ma pokazać opornym junkrom, stahlhelmowcom i niemieckonarodowym, co to jest subordynacja względem narodowej rewolucji.