Martwiejącemi najwyższą trwogą usty wyszeptał:
— Ucieczko grzesznych, módl się za nami!
I znowu usłyszał ten sam głos wszechmocny:
— Witaj, córko umiłowana! Z czem przychodzisz? Czy i dziś, czy nawet za tym stokroć potępionym chcesz się wstawiać? Co masz na jego uniewinnienie?
Słodycz słodyczy, głos Królowej aniołów odpowiedział:
— Jeden czyn miłości bliźniego. Użalił się smutku maleńkiej dzieciny, posłużył jej, pocieszył ją i ucałował.
Heribert odważył się spojrzeć.
Panna można stała przy wadze i na szalę zasług położyła... jabłuszko.
Powoli, bardzo powoli zaczęła się szala obniżać... lecz grzechy ciężyły więcej...
— Matko, ratuj! — krzyknął Heribert głosem tak rozdzierającym, że serce najmiłosierniejsze wezbrało litością... Z oczu Marii padła na szalę jedna łza...