3. Co dzieci widziały z dachu
Maciek, wetknij zatyczkę za skobel, coby znać nie było, że drzwi otwarte. A jeśli wam życie mile, sprawujcie się nikiej myszy cichutko, żeby matusia nie dosłyszeli, że się co rucha na górze.
— Ee... matusia śpią sobie jako zwyczaj — uspokajał Stanko obawę siostry — a gdy przyjdzie pora na wjazd królewski, to będą oknem wyglądać z ciotkami i kumoszkami, co się ich do naszych okien ze czterdzieści wmówiło.
— Aż na rodzone dzieci miejsca zbrakło — z goryczą dodała Hanusia.
— Gdzieżeś wraziła ten kawał placka, co ci dali dla ciotki Rafałki?
— Hi! hi! hi! Hanka mu zacny pogrzeb sprawiła! Jeszcze się oblizuje!
— Maciek, Maciek, to już dziś drugi raz mnie zaczepiasz! Poczekaj, niech ino z królami skończę, to cię stłukę na kwaśne jabłko! Popamiętasz moją rękę, niecnoto jeden! Że sam chytry i łakotliwy jako nasz Mruczek, to na drugich będziesz wygadywał! Pojrzyj do kąta na prawo! Leży tam kądziel, hę? A wedle kądzieli jest tam miseczka z plackiem, hę? Teraz będziesz wiedział, co ci się należy ode mnie, i chyba mi nie jest Hanka41, jeżeli ci skóry nie wygarbuję, zobaczysz!
— Rety! Co się ona taka robi zuchwała? — spytał ze śmiechem Przemko.
— Ano, słyszała wczoraj o księżniczce Elżbiecie, że jest mocna za czterech, to chce swojej siły na Maćku wypróbować.
— Gadu, gadu, słońce się za ratusz schyla, a kwiaty nie powiązane. Ej, Hanka, przez wasze jankory zapóźnimy się.